RSS
czwartek, 27 stycznia 2011
dziś starałam się nie myśleć

Moj sm już dlugo we mnie tkwi, ale tak sobie trochę spojrzałam na siebie z boku, odkąd zostałam zdiagnozowana. I przeraziłam się. Doszłam do wniosku, że przynajmniej parę lat, kiedy jeszcze byłam sprawna, ciągle czekałam na rozwój wydarzeń. Co prawda, żyłam normalnie, ale podświadomie się bałam, bardzo. I może ten cholerny lęk spowodował,że sm zaczęło przyspieszać w tak szybkim tempie. Tak sobie teraz myślę. Ale więcej nie będę o tym już ani myśleć, ani pisać! Cały dzień starałam się oddalać moje myśli od aktualnego stanu choroby. Poczytałam trochę o pozytywnym nastawieniu, spędziam sporo czasu z moją siostrzenicą i na razie czekam na lepsze:)

23:45, szczesliwa123
Link Dodaj komentarz »
środa, 26 stycznia 2011
muszę się jakoś trzymać

Obiecałam sobie,że będę częsciej tu zaglądać, więc jestem. Nadal nie ma poprawy. Kilka kroków to teraz dla mnie jakaś paranoja. Oczywiście, siedzę w domu i już się chyba przyzwyczaiłam do tego stanu rzeczy. Zaczynam się dołować, bo jeszcze, zanim zaczęła się moja przygoda z betaferonem, jakoś tam było. I zaczęłąm ćwiczenia, z krórych naprawdę byłam zadowolona. Postaram się jednak ze wszystkich sił, aby wykrzesać z siebie choć odrobinę pozytywnej energii. Muszę:)

23:36, szczesliwa123
Link Komentarze (6) »
wtorek, 25 stycznia 2011
krótko

U mnie bez zmian, a właściwie pogorszenie, więc od paru dni biorę sterydy. Efekt na plus? Żaden. Nie wiem, czy wiecie, ale atakuje mnie druga strona. Ach,!szkoda gadać.Dawno już nie byłam w takim stanie fizycznym, włąściwie leżę, albo siedzę. Czasami to już śmiać mi się chce, już nie przez łzy. Będę się częściej odzywać, papa:)

17:21, szczesliwa123
Link Komentarze (3) »
sobota, 15 stycznia 2011
Przypomniało mi się lato...

15:35, szczesliwa123
Link Komentarze (7) »
piątek, 14 stycznia 2011
wróciłam:)

Od początku grudnia zaczęłam rozpoczęłam kuracje betaferonem, choć długo się zastanawiałam, jak mam postąpić. W końcu doszłąm do wniosku, że może warto, skoro moja doktor powiedziała, że to dla mnie ostatni dzwonek. Niestety, po niecałym miesiącu stosowania tegoż leku, jestem już pewna, że ( przynajmniej dla mnie), to trucizna. Skutki uboczne, to dla mnie koszmar.Oczywiście, czytałam, że po zastrzyku zawsze się pojawia, ale ja miałam ją ciągle. W nocy, w dzień może mniejszą, ale jednak była. Oczywiście, prawie całe dnie leżałam, no i , co najgorsze- pogarszałą mi się neurologia, i to  zauważalne było gołym okiem. Cały czas miałam nadzieję, że to przejdzie. W końcu przestałam mieć nadzieję i zrezygnowałam. Wnioski? Wcześniejsze ćwiczenia, pozytywne nastawienie, szlag trafił!

14:04, szczesliwa123
Link Komentarze (7) »